Stało się. PB 95 za 5,02 zł, Diesel za 4,81 zł. Karpia nie będzie
Stacje paliw także postanowiły zarobić na tym, że mamy okres przedświąteczny. Grudzień od lat, w każdej niemal branży uznawany jest za okazję do dobrego zarobku. Ludzie kupują wtedy bezmyślnie, na potęgę. Wzmaga się szał, który opanował także polskie… stacje paliw. O ile w wakacje przyzwyczailiśmy się do płacenia 5 polskich złotych za litr bezołowiowej 95-tki w najpopularniejszych nadmorskich, mazurskich lub górskich kurortach, o tyle w zimie taka sytuacja nie miała dotąd miejsca. W tym roku jednak górę wzięły (jak się wydaje zwykłym kierowcom) trzy czynniki, które są mniej lub bardziej uzasadnione. Pierwszy to wartość ropy na giełdach i wysoki kurs dolara, drugi to podwyżka VAT-u oraz trzeci… święta, święta, święta. Nie wiadomo do końca jaki udział w skoku ceny benzyny, w ostatnich kilku tygodniach o ponad 40 gr w górę, ma każdy z czynników, ale realne uzasadnienie jest takie, że każdy na dobrej koniunkturze chce zarobić jak najwięcej. Z wyliczeń wynika bowiem, że Polacy z roku na roku kupują coraz więcej, nie tylko przed świętami (a mówią, że dalej jest kryzys
). Przy trasie, przypuśćmy z Wrocławia do Lublina (wg plannera podróży ok 630 km) wydalibyśmy przy starej cenie ok 205 zł, jeśli nasze auto pali średnio 7 l/100 km. Po podwyżce i zasponsorowaniu komuś świąt zapłacimy ok 222 zł. W dwie strony daje to prawie 35 zł. Nie wspominamy tutaj o codziennych dojazdach do pracy, które także będą mniej ekonomiczne. Pytanie tylko, czy przesiadać się na komunikację miejską, czy lepiej dołożyć kilka złotych przy każdym tankowaniu? Najwyżej kupimy jednego karpia mniej (?)
To już pozostawiam do Waszej oceny.
Chciałoby się tylko powiedzieć na koniec, jak w reklamie jednego z banków, że „ktoś nas tutaj rąbie”








i koniec drogi
