Kiedy nie picować
Generalnie, choć jestem zwolennikiem mycia aut i mierżą mnie błotne pociągi, uważam że czystość naszego pojazdu świadczy o nas samych i uświniony samochód zdecydowanie nie jest czymś czym trzeba się chwalić. Jak się okazuje, czasem jednak warto.
Ogłoszenia na portalach samochodowych coraz częściej wyglądają tak:

i coraz więcej z nich zawiera zapisy typu:
![]()
Pucowanie auta przed jego sprzedażą nie jest niczym nowym. Gdyby jednak tylko na porządkach się kończyło. Niestety “picowanie” to nie tylko mycie i sprzątanie auta. To częściej szybkie (i kiepskie) zaprawki na rdzę ( które odpadną po miesiącu), czyszczenie zacieków z oleju (zamiast usunięcia ich przyczyny) i rozmaite inne prowizorki i kosmetyczne poprawki mające przekonać potencjalnego nabywcę, że trafił na niebywałą okazję. Rzeczywisty stan samochodu boleśnie wychodzi niedługo po zakupie. Praktyka ta stała się tak powszechna, że brudw ofertach sprzedaży podawany jako zaleta przestaje dziwić.
Nas – ludzi ceniących sobie estetykę – stawia to w niezręcznej sytuacji, bo jak wytłumaczyć potencjalnemu kupcowi, że samochód nie jest specjalnie “picowany” tylko wygląda tak codziennie, od wyjazdu z salonu. Innej drogi jednak nie widzę bo nie jestem w stanie naumyślnie doprowadzić mojego autka do stanu tego BMW z pierwszego ogłoszenia. Na samą myśl o tym robię się chory 
